Fale elektromagnetyczne

Autor: | Opublikowane w Radiotelegraf Tagi: Brak komentarzy

Lecz cóż by za znaczenie miały fale elektromagnetyczne, gdyby tworzyły tylko pewne okresy, gasnąc i znikając, jak dźwięk struny mocno szarpniętej, który rozchodzi się w powietrzu, trwa jakiś czas i ginie.

Fale elektromagnetyczne, które dotychczas udało się uzyskać, miały właśnie ten charakter. Dlatego też nazwano je gasnącymi.

Lecz gdy po strunie ciągniemy choćby z wolna smyczkiem, to ton jej brzmi jednakowo a nawet bardzo małym wysiłkiem możemy go nadzwyczajnie wzmocnić. Zależy to od naszej umiejętności, aby tyle tylko siły użyć, ile nam do osiągnięcia celu potrzeba.

Więc podobnie rzecz się przedstawia i z falami elektromagnetycznymi.

Chodzi więc o to, aby je podsycać.

Do tego służą maszyny elektryczne i specjalne

urządzenia, dzieła wynalazczości pracowników na polu radiotelegrafii.

Prąd płynie, powtórzmy to raz jeszcze, 300000 km. na sekundę i wytwarza tyle fal na sekundę, ile razy jest przerywany.

Irlandzki fizyk Duddell zauważył, że w palącej się lampie łukowej (Wolty) płyną prądy szybkozmienne. Łuk ten, wciąż paląc się, podnieca drgania w obwodzie. Drgania te jednak okazały się nieregularne i system ten został ulepszony przez duńskiego inżyniera Poulsena.

Prócz tego, aby uzyskać prądy zmieniając jak największą ilość razy w sekundzie swój kierunek, kilkadziesiąt i więcej tysięcy razy na sekundę) buduje się obecnie wielkie alternatory (zmieniacze), które zaopatrzone są w bardzo wielką liczbę biegunów i wirnik obracający się z nadzwyczajną szybkością. Są to maszyny wielkie, nadzwyczajnie kosztowne i instalacja ich jest bardzo skomplikowana.

Łożyska tych maszyn są chłodzone podczas pracy Wodą. Bieguny są rozmieszczone na obwodzie tarczy, tj. wirnika, jako zęby i aby podczas obrotu nie tarły o powietrze, luki między niemi zalewa się metalem niemagnetycznym, przez co uzyskuje się powierzchnię zupełnie gładką i nie stawiającą oporu w ruchu. Dla uzyskania wielkich szybkości obrotów, umieszcza się je nawet w atmosferze rozrzedzonej.

Najdoskonalsze takie maszyny zbudowali, Fessenden, Aleksanderson i Goldschmidt.

Ze względu na wielki koszt tych maszyn, używane są one tylko w stacjach o wielkiej mocy, do wytwarzania fal bardzo długich i do komunikacji na wielkie odległości.

Dzięki zastosowaniu tych maszyn uzyskano możność (podczas wielkiej wojny) przesyłania znaków na odległość 5, 6 a nawet 8 tysięcy kilometrów. Te wyniki zawdzięczać jednak trzeba nie tylko udoskonaleniom w ich konstrukcji, lecz równoczesnemu ulepszeniu przyrządu tzw. relais, który na tern polega, ze pozwala prądowi nadzwyczaj słabemu (jaki z wielkich odległości przychodzi) zamknąć małym urządzeniem nasz obwód, w którym mamy w pogotowiu prąd silniejszy. Przez zamknięcie drobną blaszką tego obwodu, prąd nasz zaczyna płynąć i działać.

Takim przyrządem jest lampka katodowa.

Z wprowadzeniem jej w tym charakterze, które zostało dokonane przez Amerykanina de Foresta jeszcze przed wojną, a później z stopniowym jej ulepszeniem w ciągu następnych lat i zastosowaniem jej również do odbioru i wysyłania drgań elektrycznych, nastał nowy okres w radiotelegrafii.